FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 
 
 Prasa Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Alma




Dołączył: 16 Mar 2006
Posty: 9688
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Czw 7:50, 17 Sty 2008 Powrót do góry

Nie wiedziałam gdzie to wkleić więc zakłądam nowy temat. Za Stopklatki:


Ang Lee - mów mi outsider16 stycznia 2008
Ang Lee to twórca przebiegły, świadomy i nade wszystko szalenie zdolny. Zdobył nagrody na najważniejszych festiwalach, zjednał sobie krytyków filmowych i widzów - czego chcieć więcej? Lee jest ciągle na fali. W najbliższy piątek debiutuje w polskich kinach jego najnowszy film - "Ostrożnie, pożądanie".

Angowi Lee udało się w kolejnych wywiadach przedstawić swój obraz w sposób klarowny i przejrzysty. Powtarza raz za razem, że czuje się outsiderem, nigdzie nie ma prawdziwego domu, nigdzie nie jest u siebie. Mówi o taoistycznej filozofii życia - wiecznej zmianie, ruchu, modelowaniu siebie ciągle na nowo. Przemieszczanie się między językami, kulturami, kinematografiami pozwala na dystans i spojrzenie na świat, w którym się akurat znalazł, bez nawyków, przyzwyczajeń, pod ciekawszym kątem. Na koniec zawsze dorzuca, że naczelnym tematem jego kina jest wszelkiego rodzaju "opresyjność".

Rezultatem tych opowieści są kolejne teksty na temat jego twórczości, które tak naprawdę niczym się nie różnią. Zawsze padają w nich zwroty o artyście, który nie będąc nigdzie zakorzenionym, potrafi zmieniać się jak kameleon, wpasowywać się w prawie każdy kod kulturowy. Następnie znakuje się go pochlebnym, ale w gruncie rzeczy niewiele wyjaśniającym, określeniem "artysty czasów globalizacji": oglądanego, podziwianego i rozumianego od Hongkongu aż po Los Angeles. Artysty o płynnej tożsamości, który nie wypracował własnego stylu, ale za to potrafiącego zrobić film w prawie każdej konwencji.

Nazywając rzeczy, budując swój medialny obraz, udało mu się wyprzedzić krytykę filmową, która tylko powiela jego spostrzeżenia. Wyjścia z tego impasu nie widać. Trudno bowiem nie zgodzić się na takie odczytanie twórczości Lee, jakie proponuje sam reżyser, jeśli każdy jego kolejny film je tylko potwierdza.

Tajwańska trylogia

Urodził się w 1954 roku na Tajwanie, dokąd jego rodzice uciekli z Chin w 1949 roku. W wywiadach podkreśla, że zawsze czuł się niedopasowany do miejsca, w których się znajdował, wyłączony z głównego obiegu. Jego dzieciństwo upłynęło w cieniu surowego ojca, w patriarchalnym uroku, ale Lee nigdy nie skarżył się na ten czas, traktując go jako skarbnicę, z której będzie mógł czerpać w swoich przyszłych filmach. Po ukończeniu szkoły filmowej na Tajwanie, co oczywiście niespecjalnie cieszyło ojca, w 1979 roku wyjechał do USA, gdzie kontynuował naukę na uniwersytetach stanu Illinois i nowojorskim. Przez pierwsze 6 lat większość czasu spędzał na uczelni (współpracował tam m.in. ze Spike'iem Lee), a po godzinach pisał scenariusze.

Zadebiutował w 1992 roku filmem "Dłonie, które leczą", pierwszą częścią trylogii, którą reżyser nazwał "Ojciec wie najlepiej". W tej opowieści sportretował życie nowojorskiego małżeństwa Chińczyka Alexa i Amerykanki Marthy mieszkających razem z ojcem Alexa, mistrzem tai chi, który na stare lata przeniósł się do syna z Pekinu. Lee obserwując małe zdarzenia, skrawki życia pokazuje trudny do uniknięcia konflikt i napięcie, które rodzi się miedzy tą trójką. Jedni wsiadają do pędzącego pociągu i próbują wpisać się w otaczający świat, inni czują, że zaczyna się on od nich coraz bardziej oddalać. Siłą rzeczy powstaje komunikacyjna i emocjonalna bariera, i nikt nie wie, jak ją przekroczyć. Reżyser spogląda na tą szarpaninę z czułością, nie rozdziela mechanicznie racji, skłonny jest wysłuchać wszystkich stron; tak powiewu nowoczesności, jak i siły spokoju, którą niesie tradycja.

"Przyjęcie weselne" (1993) jest kolejnym wariantem niejako tej samej historii: do młodego emigranta z Tajwanu, mieszkającego w Nowym Jorku ze swoim partnerem, niespodziewanie przyjeżdżają rodzice na jego ślub. Syn boi się przerwać rodzicielski sen, choć cierpi ukrywając siebie przed najbliższymi, dlatego aranżuje fikcyjne małżeństwo. Kolejne skutki tej iluzji będą destrukcyjne, ale i oczyszczające. Starzy rodzice, którzy zwyczajnie nie potrafią do końca nadążyć za światem, bojący się zmian, odjadą do domu w poczuciu lekkiego rozczarowania, że ze ślubu nic nie wyszło, ale i z ulgą, gdy okaże się, że ich syn odnalazł szczęście. Może nie do końca takie, jakie mu zaplanowali, ale jednak.

W "Jedz, pij, kobieto, mężczyzno" (1994), najlepszym z tej trójki, po raz kolejny pojawia się ulubiony aktor artysty - Sihung Lung, jeszcze raz wcielający się w rolę małomównego, zamkniętego w sobie i charyzmatycznego ojca, który za wszelką cenę chce ocalić coraz bardziej rozpadającą się z biegiem lat rodzinę. Lung gra starego mistrza kuchni, wdowca, mieszkającego pod jedynym dachem z trójką córek, które coraz bardziej się od niego oddalają. Powracającym motywem są bajeczne posiłki, na które zaprasza ojciec swoje dzieci. Rodzinne święto psują, sztywna konwencja i gotujące się w środku emocje; tłamszone przez lata żale i lęk przed powiedzeniem prawdy, który może doprowadzić do cierpienia. Wszyscy są bezradni. Żyją w przekonaniu, że istnieje księga tematów, o których się nie rozmawia, a tego czego się naprawdę chce i tak nigdy się nie zdobędzie. Ang Lee nie poprzestaje jednak na tym. Wprowadza ten zamknięty świat w ruch, wpuszcza do niego nowe osoby i pozwala mu się zmieniać.

Rozmowy o pogodzie, chłód przedmieścia i kowboje

Ang Lee byłby do dzisiaj reżyserem niszowym, ulubieńcem kin studyjnych, gdyby w roku 1995 nie zdecydował się zekranizować klasycznej XIX w. powieści Jane Austen "Rozważna i romantyczna". W tym odległym świecie rozłożystych i zielonych łąk, salonowych gierek i konwenansów odnalazł ten sam hierarchiczny porządek, te same bariery i uciążliwe autorytety, i ludzi, którzy wolą raczej mówić o pogodzie, niż mówić o rzeczach istotnych i wstydliwych. I choć obydwie siostry Dashwood odnajdą wreszcie, zgodnie z duchem książki, szczęście i miłość, świat - uchwycony przez Lee celnie i z lekkością - napędzany przez pieniądz i klasowe uprzedzenia, na pewno nie przestanie ich nękać. Film zdobył Złotego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie, kilka nominacji do Oscara i pozwolił mało znanemu reżyserowi z Tajwanu wypłynąć na szerokie wody.

Następnie przyszła "Burza lodowa" (1997), która powstała na podstawie ksiązki Ricka Moody'ego. Niewiele jest bardziej wnikliwych portretów rodzinnych amerykańskiego przedmieścia. Akcja filmu rozgrywa się w cieniu Afery Watergate. Dwie sąsiadujące rodziny Hoodów i Carverów snują się z miejsca na miejsce, jakby byli nafaszerowani tabletkami na sen. Choć wewnętrznie wydrążeni wycofują się w siebie. Nienaturalnie bladzi egzystują w zawieszeniu, uczepieni ostatniej nici życia - przyzwyczajenia. Tu nikt się przeciwko światu nie buntuje, tu nic się nie zaczyna, jedynie coraz bardziej kończy. Na tle całej twórczości Anga Lee "Burza lodowa" to film niezwykły. Reżyser nigdy tak mocno nie pokazywał rozpadu rodziny, nudy, która wygładza nawet to, co jest wyraziste, melancholii, która przysłania nadzieję. Nigdy wcześniej, ani nigdy później w twórczości tajwańskiego reżysera przyroda nie zaznacza tak mocno swojej obecności jak tu. Wsłuchuje się w rytm życia człowieka i odpowiada tym samym. Chłód narasta i osacza, a nadciągająca nieubłaganie burza zbierze swoje żniwo.

Po wykonaniu pierwszego uderzenia w splot amerykańskiego snu i mitów, Ang Lee poszedł za ciosem i zrealizował western. W "Przejażdżce z diabłem" (1999) zdemitologizował obraz wojny secesyjnej: przedstawił go z perspektywy zwykłych mieszkańców Południa, pokazał nagą przemoc (ale w odróżnieniu od Peckinpaha, nie poetyzował jej), absurd i wyczerpanie. Główni bohaterowie z biegiem czasu uświadamiają sobie, że to, co miało służyć młodzieńczym ideałom, służy jedynie żądzy zemsty. A to, co miało być ostoją, okazuje się złudzeniem. W efekcie bohaterowie muszą wybrać własną drogę i podążać nią w samotności.

Latający wojownicy, zielone stwory, jeszcze raz kowboje

Po dwóch filmach zrealizowanych w Stanach Ang Lee wrócił do Azji by zrealizować, jak sam mówił, najlepszy film walki, jaki kiedykolwiek powstał. "Przyczajony tygrys, ukryty smok" (2000) to oparta na chińskich legendach opowieść z pogranicza kina akcji, fantasy i romansu. Świat pogrążony jest w chaosie i walce. Spoza bajecznie zainscenizowanych scen walki wyłania się zaś charakterystyczny dla Lee temat: przewalczenie opresyjnych norm i walka bohaterek o pozycję w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Trzy lata później Lee wskoczył z powrotem w sam rdzeń amerykańskiej kultury realizując film na podstawie komiksu. "Hulk" (2003) - rzecz o delikatnym naukowcu, który odkrywa w sobie skazę i przerażającą moc, której nie potrafi kontrolować, w rękach autora "Rozważnej i romantycznej" zamienia się w opowieść o wyjątkowości, alienującej ze zwykłego społeczeństwa, które za wszelką cenę chce pozbyć się odmieńca. Lee pokazuje trud pogodzenia się z własną tożsamością i mówi, że każda próba pozbycia się owego daru będzie dla bohatera równoznaczna z utraceniem części siebie. Dopiero pełna akceptacja swojej natury pozwoli mu zastąpić uczucie wściekłości uczuciem wolności. "Hulk", przyjęty chłodno zarówno przez publiczność, jak i krytyków okazuje się być po kilku latach kto wie czy nie najambitniejszą próbą przełożenia języka komiksu na język kina.

Dwa lata później Ang Lee powrócił na Dziki Zachód, by zrealizować "Tajemnicę Brokeback Mountain" (2005) - jak dotąd swój najwybitniejszy film. Autorka opowiadania Anne Proulx, które stało się kanwą dla scenariusza nie kryła zadowolenia z tej twórczej współpracy: "Moim zdaniem oddał esencję prowincjonalnego, wiejskiego życia na Zachodzie. Tego nie potrafi uczynić wielu Amerykanów, nawet pochodzących z tych rejonów". Jest to opowieść o miłości niemożliwej, która połączyła dwóch młodych mężczyzn. Choć ma siłę mitu, przegrywa ze światem, koniecznością wypełniania narzuconych ról. Miłość musi zostać zabita. Krótki błysk szczęścia przykrywają stopniowo codzienne rytuały, życie w normie. Są za słabi, żeby się zbuntować. Każdy z nich zakłada "normalną" rodzinę, próbuje zapomnieć i nawet sporadyczne spotkania nie pomogą uśmierzyć cierpienia, które przyszło wraz z trudną akceptacją świata. Chociaż przegrali, to przecież nie pozostanie po tym pustka: zostaną przedmioty przypominające przeszłość, przeżycia, wspomnienia, sny. Choćby dla nich było warto, przekonuje Lee.

***
Po oszałamiającym sukcesie "Tajemnicy.." przyszły kolejne sukcesy. Najnowszy film Anga Lee "Ostrożnie, pożądanie" zdobył Złotego Lwa w Wenecji, odniósł spory sukces frekwencyjny w Chinach. Jednak coś zgrzyta w tej hybrydycznej opowieści z pogranicza melodramatu, fresku historycznego, filmu szpiegowskiego, a nawet inicjacyjnego. Zagarnia ona zbyt wielkie obszary i gubi sens. Świetna jest jeszcze pierwsza retrospekcja, w której młodzi studenci przepoczwarzają się z teatralnej trupy w grupę zamachowców, za co spotka ich los okrutny - utrata niewinności. Dalej niestety nie starcza Lee czasu na uwiarygodnienie szczególnej relacji między Wang a Mee, która miała być osią filmu, a zamienia się w chłodny i przewidywalny antropologiczny wykład o bliskich pokrewieństwach między władzą, przemocą a seksem.

Cokolwiek by jednak o nim nie powiedzieć, jest to obraz zdecydowanie inny niż poprzednie filmy Anga Lee. Czyżby znudziły go więc powtarzane za każdym razem formułki na temat jego twórczości?


[Jakub Socha]


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
leroy brown




Dołączył: 15 Lip 2006
Posty: 1530
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Czw 18:10, 17 Sty 2008 Powrót do góry

Alma napisał:
Nie wiedziałam gdzie to wkleić więc zakłądam nowy temat. Za Stopklatki:


Ang Lee - mów mi outsider16 stycznia 2008
Ang Lee to twórca przebiegły, świadomy i nade wszystko szalenie zdolny. Zdobył nagrody na najważniejszych festiwalach, zjednał sobie krytyków filmowych i widzów - czego chcieć więcej? Lee jest ciągle na fali. W najbliższy piątek debiutuje w polskich kinach jego najnowszy film - "Ostrożnie, pożądanie".

Angowi Lee udało się w kolejnych wywiadach przedstawić swój obraz w sposób klarowny i przejrzysty. Powtarza raz za razem, że czuje się outsiderem, nigdzie nie ma prawdziwego domu, nigdzie nie jest u siebie. Mówi o taoistycznej filozofii życia - wiecznej zmianie, ruchu, modelowaniu siebie ciągle na nowo. Przemieszczanie się między językami, kulturami, kinematografiami pozwala na dystans i spojrzenie na świat, w którym się akurat znalazł, bez nawyków, przyzwyczajeń, pod ciekawszym kątem. Na koniec zawsze dorzuca, że naczelnym tematem jego kina jest wszelkiego rodzaju "opresyjność".

Rezultatem tych opowieści są kolejne teksty na temat jego twórczości, które tak naprawdę niczym się nie różnią. Zawsze padają w nich zwroty o artyście, który nie będąc nigdzie zakorzenionym, potrafi zmieniać się jak kameleon, wpasowywać się w prawie każdy kod kulturowy. Następnie znakuje się go pochlebnym, ale w gruncie rzeczy niewiele wyjaśniającym, określeniem "artysty czasów globalizacji": oglądanego, podziwianego i rozumianego od Hongkongu aż po Los Angeles. Artysty o płynnej tożsamości, który nie wypracował własnego stylu, ale za to potrafiącego zrobić film w prawie każdej konwencji.

Nazywając rzeczy, budując swój medialny obraz, udało mu się wyprzedzić krytykę filmową, która tylko powiela jego spostrzeżenia. Wyjścia z tego impasu nie widać. Trudno bowiem nie zgodzić się na takie odczytanie twórczości Lee, jakie proponuje sam reżyser, jeśli każdy jego kolejny film je tylko potwierdza.

Tajwańska trylogia

Urodził się w 1954 roku na Tajwanie, dokąd jego rodzice uciekli z Chin w 1949 roku. W wywiadach podkreśla, że zawsze czuł się niedopasowany do miejsca, w których się znajdował, wyłączony z głównego obiegu. Jego dzieciństwo upłynęło w cieniu surowego ojca, w patriarchalnym uroku, ale Lee nigdy nie skarżył się na ten czas, traktując go jako skarbnicę, z której będzie mógł czerpać w swoich przyszłych filmach. Po ukończeniu szkoły filmowej na Tajwanie, co oczywiście niespecjalnie cieszyło ojca, w 1979 roku wyjechał do USA, gdzie kontynuował naukę na uniwersytetach stanu Illinois i nowojorskim. Przez pierwsze 6 lat większość czasu spędzał na uczelni (współpracował tam m.in. ze Spike'iem Lee), a po godzinach pisał scenariusze.

Zadebiutował w 1992 roku filmem "Dłonie, które leczą", pierwszą częścią trylogii, którą reżyser nazwał "Ojciec wie najlepiej". W tej opowieści sportretował życie nowojorskiego małżeństwa Chińczyka Alexa i Amerykanki Marthy mieszkających razem z ojcem Alexa, mistrzem tai chi, który na stare lata przeniósł się do syna z Pekinu. Lee obserwując małe zdarzenia, skrawki życia pokazuje trudny do uniknięcia konflikt i napięcie, które rodzi się miedzy tą trójką. Jedni wsiadają do pędzącego pociągu i próbują wpisać się w otaczający świat, inni czują, że zaczyna się on od nich coraz bardziej oddalać. Siłą rzeczy powstaje komunikacyjna i emocjonalna bariera, i nikt nie wie, jak ją przekroczyć. Reżyser spogląda na tą szarpaninę z czułością, nie rozdziela mechanicznie racji, skłonny jest wysłuchać wszystkich stron; tak powiewu nowoczesności, jak i siły spokoju, którą niesie tradycja.

"Przyjęcie weselne" (1993) jest kolejnym wariantem niejako tej samej historii: do młodego emigranta z Tajwanu, mieszkającego w Nowym Jorku ze swoim partnerem, niespodziewanie przyjeżdżają rodzice na jego ślub. Syn boi się przerwać rodzicielski sen, choć cierpi ukrywając siebie przed najbliższymi, dlatego aranżuje fikcyjne małżeństwo. Kolejne skutki tej iluzji będą destrukcyjne, ale i oczyszczające. Starzy rodzice, którzy zwyczajnie nie potrafią do końca nadążyć za światem, bojący się zmian, odjadą do domu w poczuciu lekkiego rozczarowania, że ze ślubu nic nie wyszło, ale i z ulgą, gdy okaże się, że ich syn odnalazł szczęście. Może nie do końca takie, jakie mu zaplanowali, ale jednak.

W "Jedz, pij, kobieto, mężczyzno" (1994), najlepszym z tej trójki, po raz kolejny pojawia się ulubiony aktor artysty - Sihung Lung, jeszcze raz wcielający się w rolę małomównego, zamkniętego w sobie i charyzmatycznego ojca, który za wszelką cenę chce ocalić coraz bardziej rozpadającą się z biegiem lat rodzinę. Lung gra starego mistrza kuchni, wdowca, mieszkającego pod jedynym dachem z trójką córek, które coraz bardziej się od niego oddalają. Powracającym motywem są bajeczne posiłki, na które zaprasza ojciec swoje dzieci. Rodzinne święto psują, sztywna konwencja i gotujące się w środku emocje; tłamszone przez lata żale i lęk przed powiedzeniem prawdy, który może doprowadzić do cierpienia. Wszyscy są bezradni. Żyją w przekonaniu, że istnieje księga tematów, o których się nie rozmawia, a tego czego się naprawdę chce i tak nigdy się nie zdobędzie. Ang Lee nie poprzestaje jednak na tym. Wprowadza ten zamknięty świat w ruch, wpuszcza do niego nowe osoby i pozwala mu się zmieniać.

Rozmowy o pogodzie, chłód przedmieścia i kowboje

Ang Lee byłby do dzisiaj reżyserem niszowym, ulubieńcem kin studyjnych, gdyby w roku 1995 nie zdecydował się zekranizować klasycznej XIX w. powieści Jane Austen "Rozważna i romantyczna". W tym odległym świecie rozłożystych i zielonych łąk, salonowych gierek i konwenansów odnalazł ten sam hierarchiczny porządek, te same bariery i uciążliwe autorytety, i ludzi, którzy wolą raczej mówić o pogodzie, niż mówić o rzeczach istotnych i wstydliwych. I choć obydwie siostry Dashwood odnajdą wreszcie, zgodnie z duchem książki, szczęście i miłość, świat - uchwycony przez Lee celnie i z lekkością - napędzany przez pieniądz i klasowe uprzedzenia, na pewno nie przestanie ich nękać. Film zdobył Złotego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie, kilka nominacji do Oscara i pozwolił mało znanemu reżyserowi z Tajwanu wypłynąć na szerokie wody.

Następnie przyszła "Burza lodowa" (1997), która powstała na podstawie ksiązki Ricka Moody'ego. Niewiele jest bardziej wnikliwych portretów rodzinnych amerykańskiego przedmieścia. Akcja filmu rozgrywa się w cieniu Afery Watergate. Dwie sąsiadujące rodziny Hoodów i Carverów snują się z miejsca na miejsce, jakby byli nafaszerowani tabletkami na sen. Choć wewnętrznie wydrążeni wycofują się w siebie. Nienaturalnie bladzi egzystują w zawieszeniu, uczepieni ostatniej nici życia - przyzwyczajenia. Tu nikt się przeciwko światu nie buntuje, tu nic się nie zaczyna, jedynie coraz bardziej kończy. Na tle całej twórczości Anga Lee "Burza lodowa" to film niezwykły. Reżyser nigdy tak mocno nie pokazywał rozpadu rodziny, nudy, która wygładza nawet to, co jest wyraziste, melancholii, która przysłania nadzieję. Nigdy wcześniej, ani nigdy później w twórczości tajwańskiego reżysera przyroda nie zaznacza tak mocno swojej obecności jak tu. Wsłuchuje się w rytm życia człowieka i odpowiada tym samym. Chłód narasta i osacza, a nadciągająca nieubłaganie burza zbierze swoje żniwo.

Po wykonaniu pierwszego uderzenia w splot amerykańskiego snu i mitów, Ang Lee poszedł za ciosem i zrealizował western. W "Przejażdżce z diabłem" (1999) zdemitologizował obraz wojny secesyjnej: przedstawił go z perspektywy zwykłych mieszkańców Południa, pokazał nagą przemoc (ale w odróżnieniu od Peckinpaha, nie poetyzował jej), absurd i wyczerpanie. Główni bohaterowie z biegiem czasu uświadamiają sobie, że to, co miało służyć młodzieńczym ideałom, służy jedynie żądzy zemsty. A to, co miało być ostoją, okazuje się złudzeniem. W efekcie bohaterowie muszą wybrać własną drogę i podążać nią w samotności.

Latający wojownicy, zielone stwory, jeszcze raz kowboje

Po dwóch filmach zrealizowanych w Stanach Ang Lee wrócił do Azji by zrealizować, jak sam mówił, najlepszy film walki, jaki kiedykolwiek powstał. "Przyczajony tygrys, ukryty smok" (2000) to oparta na chińskich legendach opowieść z pogranicza kina akcji, fantasy i romansu. Świat pogrążony jest w chaosie i walce. Spoza bajecznie zainscenizowanych scen walki wyłania się zaś charakterystyczny dla Lee temat: przewalczenie opresyjnych norm i walka bohaterek o pozycję w świecie zdominowanym przez mężczyzn.

Trzy lata później Lee wskoczył z powrotem w sam rdzeń amerykańskiej kultury realizując film na podstawie komiksu. "Hulk" (2003) - rzecz o delikatnym naukowcu, który odkrywa w sobie skazę i przerażającą moc, której nie potrafi kontrolować, w rękach autora "Rozważnej i romantycznej" zamienia się w opowieść o wyjątkowości, alienującej ze zwykłego społeczeństwa, które za wszelką cenę chce pozbyć się odmieńca. Lee pokazuje trud pogodzenia się z własną tożsamością i mówi, że każda próba pozbycia się owego daru będzie dla bohatera równoznaczna z utraceniem części siebie. Dopiero pełna akceptacja swojej natury pozwoli mu zastąpić uczucie wściekłości uczuciem wolności. "Hulk", przyjęty chłodno zarówno przez publiczność, jak i krytyków okazuje się być po kilku latach kto wie czy nie najambitniejszą próbą przełożenia języka komiksu na język kina.

Dwa lata później Ang Lee powrócił na Dziki Zachód, by zrealizować "Tajemnicę Brokeback Mountain" (2005) - jak dotąd swój najwybitniejszy film. Autorka opowiadania Anne Proulx, które stało się kanwą dla scenariusza nie kryła zadowolenia z tej twórczej współpracy: "Moim zdaniem oddał esencję prowincjonalnego, wiejskiego życia na Zachodzie. Tego nie potrafi uczynić wielu Amerykanów, nawet pochodzących z tych rejonów". Jest to opowieść o miłości niemożliwej, która połączyła dwóch młodych mężczyzn. Choć ma siłę mitu, przegrywa ze światem, koniecznością wypełniania narzuconych ról. Miłość musi zostać zabita. Krótki błysk szczęścia przykrywają stopniowo codzienne rytuały, życie w normie. Są za słabi, żeby się zbuntować. Każdy z nich zakłada "normalną" rodzinę, próbuje zapomnieć i nawet sporadyczne spotkania nie pomogą uśmierzyć cierpienia, które przyszło wraz z trudną akceptacją świata. Chociaż przegrali, to przecież nie pozostanie po tym pustka: zostaną przedmioty przypominające przeszłość, przeżycia, wspomnienia, sny. Choćby dla nich było warto, przekonuje Lee.

***
Po oszałamiającym sukcesie "Tajemnicy.." przyszły kolejne sukcesy. Najnowszy film Anga Lee "Ostrożnie, pożądanie" zdobył Złotego Lwa w Wenecji, odniósł spory sukces frekwencyjny w Chinach. Jednak coś zgrzyta w tej hybrydycznej opowieści z pogranicza melodramatu, fresku historycznego, filmu szpiegowskiego, a nawet inicjacyjnego. Zagarnia ona zbyt wielkie obszary i gubi sens. Świetna jest jeszcze pierwsza retrospekcja, w której młodzi studenci przepoczwarzają się z teatralnej trupy w grupę zamachowców, za co spotka ich los okrutny - utrata niewinności. Dalej niestety nie starcza Lee czasu na uwiarygodnienie szczególnej relacji między Wang a Mee, która miała być osią filmu, a zamienia się w chłodny i przewidywalny antropologiczny wykład o bliskich pokrewieństwach między władzą, przemocą a seksem.

Cokolwiek by jednak o nim nie powiedzieć, jest to obraz zdecydowanie inny niż poprzednie filmy Anga Lee. Czyżby znudziły go więc powtarzane za każdym razem formułki na temat jego twórczości?


[Jakub Socha]
A "Przyjęcie Weselne" to już się nie chciało wyróżnić kolorową czcionką,hę? A też zasługuje!!!!!!!!


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Alma




Dołączył: 16 Mar 2006
Posty: 9688
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Sob 12:49, 19 Sty 2008 Powrót do góry

Och, Leroy... ja jednak pozostanę wierna jednemu filmowi. pozwolisz?

Coraz bardziej mam ochotę zobaczyć Uwaga pożadanie, zobaczymy czy mi się uda...

A w GW (wczorajszej) jest duuuuuuużo o tym filmie i Angu... Fajne, czyta się niesamowicie dobrze. No i jest zdjęcie naszych chłopców....


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
piotrek




Dołączył: 08 Lis 2007
Posty: 288
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraków

PostWysłany: Sob 19:56, 19 Sty 2008 Powrót do góry

Alma napisał:

A w GW (wczorajszej) jest duuuuuuużo o tym filmie i Angu... Fajne, czyta się niesamowicie dobrze. No i jest zdjęcie naszych chłopców....

dokładnie, też się ucieszyłem, choć o BBM niewiele i nieścisłości są, ale co tam....


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
leroy brown




Dołączył: 15 Lip 2006
Posty: 1530
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: Pon 12:37, 21 Sty 2008 Powrót do góry

Alma napisał:
Och, Leroy... ja jednak pozostanę wierna jednemu filmowi. pozwolisz?

Coraz bardziej mam ochotę zobaczyć Uwaga pożadanie, zobaczymy czy mi się uda...

A w GW (wczorajszej) jest duuuuuuużo o tym filmie i Angu... Fajne, czyta się niesamowicie dobrze. No i jest zdjęcie naszych chłopców....
Dużo i pewnie bardzo dobrze o Angu Lee jest też w ostatniej Polityce.Jest tam też artykuł o matkach gejów.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001/3 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
 
 
Regulamin